Mocno zacisnęłam supeł od bandażu na nadgarstku. Lekko rozkojarzona rozejrzałam się po pomieszczeniu. Mój wzrok przykuł czerwony zlew. Westchnęłam ze zmęczenia, po czym skoczyłam po ścierkę do kuchni. Kiedy wróciłam do łazienki, odkręciłam kran z ciepła wodą i zaczęłam zmywać czerwony płyn zwany krwią. Nagle coś brzdęknęło. Schyliłam się po przedmiot, który , jako największa niezdara na świecie, strąciłam ze zlewu. Prawdopodobnie już wiesz, co to jest. Wiele nastolatek używa go w moim wieku. Podniosłam srebrną, błyszczącą żyletkę i obróciłam ją w ręce. Z gniewu wyrzuciłam sprawczynię mojego bólu do kosza. Wróciłam do mojej poprzedniej czynności, kiedy usłyszałam dzwonek do drzwi. Zignorowałam to, lecz sygnał ponowił się. O nie. To On. Wrócił. Szybko zmyłam resztkę krwi. Zakręciłam kran i wrzuciłam ścierkę do kosza. W domu ponownie rozniósł się dźwięk dzwonka do drzwi. Pobiegłam do pokoju. Wyjęłam z szafy przyduży, szary sweter, którego rękawy były na tyle długie, aby zakryć bandaż. Wybiegłam z pokoju, gdyż mój przyjaciel strasznie dobijał się do domu. Oczywiście po drodze musiałam zaliczyć spotkanie z podłogą. Mówiłam już, że jestem największą niezdarą na całym bożym świecie? Podniosłam się z drewnianej podłogi, otrzepałam się, odetchnęłam i otworzyłam drzwi.
- No w końcu!- krzyknął Niall- Coś ty tak długo robiła?
-Spałam- wzruszyłam ramionami- I tak się spieszyłam, żeby Ci otworzyć, że...
- Zaliczyłaś spotkanie z podłogą?- zaśmiał się- Ach, skąd ja to znam?- puścił mi oczko- Co masz na czole?- zmarszczył brwi.
- Na czole? Co? Gdzie?- zapytałam wystraszona.
- Tutaj- dał mi buziaka w wymienione miejsce, na co zareagowałam głupkowatym chichotem.
- A kluczy to nie łaska użyć?- zmieniłam temat.
-Tam są- wskazał za mnie. Dosłownie , na komodę , na której odpoczywały jego klucze do domu- Dobra mała- na mojej twarzy momentalnie pojawił się uśmiech- Zakładaj buty. W samochodzie są zakupy, a ty moja droga panno , pomożesz mi je przetransportować do naszej lodówki, która od kilku dni wieje pustkami, a to jest niedopuszczalne. Czekam przy samochodzie- powiedział i wyszedł na zewnątrz. Szybko wskoczyłam w trampki i wybiegłam za nim. Podeszliśmy do otwartego bagażnika.
- Weź te 4 torby- podał mi reklamówki- i idź z nimi do kuchni. Tylko się nie wywal- zaśmiał się.
- Ha ha ha halka Ci się podwinęła- powiedziałam z sarkazmem, co spowodowało, że usłyszałam za sobą jego charakterystyczny śmiech. Weszliśmy do domu, zdjęłam piętami buty i pokierowałam się do kuchni. Odłożyłam ciężkie zakupy na wysepkę i odetchnęłam z ulgą.
- Niall?!- krzyknęłam.
- W łazience jestem!- usłyszałam.
- Mam rozpakować zakupy?
- Tak! Ja rozpakowuję chemię!
Zaczęłam rozpakowywać zakupy. Ustawiłam nabiał, po czym umyłam owoce i warzywa, które także włożyłam do lodówki.
- Boże!- krzyknęłam kiedy odwróciłam się, a przede mną nie wiadomo skąd wyrósł Horan- Chcesz mnie zabić?- zaśmiałam się
- Właśnie miałem Ciebie o to zapytać- powiedział poważnie, po czym złapał mnie mocno za lewą rękę. Podwinął gwałtownie rękaw, a jego oczom ukazał się biały bandaż. Nie spuszczałam z niego wzorku. Nie wyrywałam się. Bo po co? I tak by się dowiedział. Prędzej czy później.
- Czemu to robisz? Czemu chcesz się zabić?- puściła moją rękę i spojrzał na mnie ze smutkiem.
- Nie chcę się zabić. Nie jestem na tyle odważna. To tylko okaleczenia- odparłam spokojnie. Opuściłam rękaw i wróciłam do poprzedniej czynności, czyli porządkowania zakupów.
- Ty masz dopiero 16 lat- powiedział oskarżycielskim tonem.
- Oj daj spokój. To tylko małe cięcia- przewróciłam teatralnie oczami.
- Małe cięcia?!- wkurzył się- Małe cięcia?!- złapał mnie za ramiona- Dziewczyno!
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz